Wspomnienia fotoreportera z Iraku
Kategoria: misje

Nigdy nie zapomnę pierwszego patrolu poza bazą Echo Camp. 2 dni wcześniej transportową Casą przyleciałem do Iraku jako fotoreporter dokumentować pracę polskich żołnierzy na misji. Jeszcze na terenie bazy wsiadłem na tylne siedzenie Humvee, miałem na sobie kamizelkę kuloodporną i hełm, trzymałem w gotowości aparat. Delikatnie mówiąc czułem wielki dyskomfort. Miałem wrażenie, że strach wciska mnie głęboko w fotel. Oczywiście znałem zagrożenia z jakimi można było spotkać się w Iraku, zwłaszcza miny pułapki. Pierwszy partol był dla mnie wielką próbą. Z czasem stopniowo poznawałem chłopaków - żołnierzy z którymi jeździłem. Ich obecność dawała mi poczucie lekkiego komfortu. Widziałem, że są czujni i przygotowani na wiele.

Na bazie zostałem zakwaterowany w małym murowanym domku. Coś nie dawało mi spokojnie spać...coś mnie gryzło. W nocy przez sen odruchowo drapałem swędzące miejsca. Rano budziłem się z jakimiś czerwonymi plamkami na rękach i nogach. Później od zaprzyjaźnionych żołnierzy dowiedziałem się, ze pewnie mam w pokoju pustynne pchły.

Na terenie bazy był bunkier przeciwlotniczy po armii Saddama Husaina, chciałem go zobaczyć. Fot. Marcin Osman/archiwum prywatne
Lot bojowym helikopterem Mi-24 to wielkie przeżycie dla cywila. Miło wspominam pierwsze pół godziny dynamicznego lotu. Kolejne 30 minut było koszmarem, do końca walczyłem z odruchem wymiotnym, mój żołądek szalał. Fot. Marcin Osman/archiwum prywatne
Poranny apel w cieniu palm daktylowych. W upalne dni jakiekolwiek zacienione miejsce było jak wybawienie. Fot. Marcin Osman/archiwum prywatne
Szybko zorientowałem się, że mam do czynienia z twardymi chłopakami a jednak dość wrażliwymi. Wieczorami wciąż siedzieli przy swoich laptopach pisząc i rozmawiając ze swoimi rodzinami, znajomymi. Czasem się rozklejali bo to ludzka rzecz. Fot. Marcin Osman/archiwum prywatne
Mijające się patrole zwyczajowo witały się machaniem dłoni. Koleżeństwo i współpraca miały dużą wartość gdy dookoła sporo zagrożeń. Fot. Marcin Osman/archiwum prywatne
Gdy zatrzymywaliśmy się na wioskach szybko pojawiały się grupki ciekawskich chłopców. Fot. Marcin Osman/archiwum prywatne