X zmiana PKW Afganistan w obiektywie
Kategoria: misje

Afganistan jest pełen obrazów. Aż trudno wybrać ten, na który chciałbym skierować obiektyw mojego olympusa. Najbardziej interesują mnie oczywiście te kadry, gdzie widzę poświęcenie i wysiłek polskich żołnierzy. Robią w Afganistanie, w imię wyższych racji, dobrą robotę. I nie mają się czego wstydzić. A my, obywatele kraju, który skierował ich do tego dalekiego zakątka globu, powinniśmy ich wspierać jak tylko umiemy. Z tym jest jednak wielki problem i często odpowiadam, że właśnie dlatego jeżdżę na wojnę, abyśmy uświadomili sobie, że to nasza wspólna misja jedynie realizowana rękoma naszych żołnierzy. Na tych zdjęciach można zobaczyć X zmianę z listopada i grudnia 2011. Wraz z moją koleżanką, Edytą Żemłą, byliśmy w Afganistanie ponad miesiąc.

Nawet w listopadzie w Afganistanie wszechobecny kurz daje się we znaki. Podczas operacji w niektórych rejonach, głównie we wschodniej części prowincji Ghazni, zapylenie ma konsystencję sypkiego cementu. Ma również takie właściwości. Gdy odrobinę popada można go usunąć z butów jedynie młotkiem, jak przyzwoity cement. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Z Afganistanu zawsze przywożę kolekcję zdjęć z nazwami nadawanymi pojazdom, stanowiskom bojowym, graffiti z bastionów. Część zdjęć przekazuję znajomemu, który kolekcjonuje takie rzeczy (okazuje się, że można zbierać wszystko). „Króliczek playboja” stał się nawet tytułem do materiału, który napisała Edyta. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Koledzy śmiali się z bohatera tego zdjęcia, iż ma tak nieciekawą twarz, że z rozpaczy fotografowałem podeszwy jego butów. To oczywista nieprawda…ale przyznam, że ten kadr okazał się całkiem ciekawy. Dla porządku dodam, że w innych ujęciach tej serii to twarz bohatera jest ostra i w centrum uwagi. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Takie ujęcia lubię mniej, gdyż ludzie nie są sensem tej fotografii. Fascynujące są jednak Rosomaki, jako inżynieryjny wytwór ludzkiego geniuszu. Swój blog z Afganistanu nazwałem: raport z krainy Rosomaków. To narzędzie, które pomaga w codziennej pracy polskim żołnierzom. A wszystkie początkowe niedoskonałości wytykane rosomakom okazały się ich największy atutem. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Na afgańskich bezdrożach radzą sobie doskonale. Gdyby miały minoodporne fotele z pewnością poprawiłaby się ich odporność na najpowszechniejsze zagrożenie w Afganistanie – miny-pułapki. Afganistan to kraj krajobrazów, które zawsze ograniczają góry. Rosomaki wyglądają na ich tle, jak zabawki. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Rosomak w konwoju ma największa siłę ognia oraz największą manewrowość. Dawniej nazywany przez talibów Green Devil obecnie zmienił swoje ubarwienie na pustynne. Tę modernizację żołnierze postulowali już od dawna. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Po przygodzie ze zdjęcia byłem przygłuchy dwa dni. Dana wystrzeliła zupełnie mnie zaskakując. O świcie armaty w bazie Warrior dały o sobie znać, przypomniały, że istnieją i czuwają. Wschodzące słońce oraz smugi kumulacyjne samolotu na niebie pozwoliły skonstruować ciekawy kadr. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Chłopaki mają sporo poczucia humoru. Pomimo, że to jest jednak wojna, humor jest powszechnie obecny. Może dlatego, że inaczej trudno byłoby przesłużyć w Afganistanie pół roku. Większość żołnierzy chętnie też pozuje. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Burtowa salwa wszystkich pojazdów w zmechanizowanej kolumnie patrolu – Fire Test. Przystrzelanie broni pokładowej i osobistej jest istotnym elementem przygotowania do operacji. Również widowiskowym i efektownie wyglądającym na zdjęciach. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Trzykrotnie w czasie ponad miesięcznego pobytu w Afganistanie wpadły mi za kołnierz gorące łuski… to jeden z tych przypadków. Mało komfortowe przeżycie, ale jeśli chce mieć dobre ujęcie czasami trzeba się narazić na taki dyskomfort. Pytałem kilku znajomych fotografów…nigdy im się nic takiego nie przytrafiło. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Dzieciaki w Afganistanie są takie same jak we wszystkich innych regionach świata. Chcą się bawić, śmiać, są ciekawskie, otwarte i zaglądają we wszystkie katy. Wspólne zdjęcie jest też przyczynkiem do dobrej zabawy. Podczas oglądania fotografii na wyświetlaczu aparatu kilka rączek próbowało przywłaszczyć sobie aparat. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Edyta Żemła, z którą byłem w Afganistanie, otoczona przez całą masę dzieciaków. Na zdjęciu problem komunikacji językowej rozwiązywany przy pomocy wzajemnego rysowania na dłoniach. Oczywiście długopis zaginął, w którejś ze sprytnych rączek. Próbowały zresztą pozbawić Edytę wszelkiego majątku ruchomego. Wybawił ją z kłopotu dopiero ktoś z wioskowej starszyzny. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Dziewczynki w społeczności pasztuńskiej trzymają się z boku. Pamiętamy wszyscy zdjęcie Afganki Sharbat Gula na zdjęciu fotografa „National Geographic” Steve’a McCurry’ego, która hipnotyzowała przepięknymi zielonymi oczami. Każdy fotograf chciałby zrobić podobne zdjęcie, jak to sprzed ponad 25 lat. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
Odnoszę wrażenie, ze również dziewczynki w Afganistanie chciałyby dołączyć do wspólnej zabawy z chłopcami. Bariery kulturowe słabną dzięki wykształceniu, które zyskują Afgańczycy, projektom organizacji pozarządowych i inicjatywom afgańskich kobiet. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne
W takich obrazkach widzę głównie specyficzny klimat natomiast żołnierze mają świadomość bezpieczeństwa, którego oznaką są dzieciaki wylegające na widok żołnierzy ISAF przejeżdżających przez wioski. Fot. Janusz Walczak/archiwum prywatne